Kilka ładnych lat temu napisałam bajkę dla dzieci. Czytałam im ją dość często, zazwyczaj wieczorami, kiedy wykąpane leżały już w swoich łóżeczkach. Lubiły jej słuchać. Nawet dziś poprosiłam dzieciaki, by namalowały mi jakieś rysuneczki do tej bajki. Córka namalowała, a syn przyniósł ptaszka, którego wcześniej zrobił w przedszkolu. Tymczasem zachęcam Was drogie czytelniczki do lektury. Proponuję byście najpierw same przeczytały i spróbowały pobawić się głosem. Im bardziej nasze czytanie na głos wyraża ekspresje i nie jest monotonne, tym bardziej dzieci wkręcają się w opowieść i chcą więcej i więcej.

Ta bajka jest dla dzieci starszych między piątym, a jedenastym rokiem życia. Czytając tym mniejszym, proszę róbcie więcej przerw. Jeśli wasze pociechy zechcą zrobić własne rysunki do tej bajki, to chętnie umieszczę je tutaj na tej stronie.

Miłej lektury :-)

Pucek, Szczotka i Przyjaciele

Daleko za miastem, gdzie nie ma żadnych ludzi, a jedynie żyją zwierzęta , w pewnej norce na łące mieszka rodzinka Pucków : Mama Pucek, Tata Pucek i mały synek Pucek. Są to myszki, szare polne myszki, z długimi ogonkami, które mają wygodny domek tuż pod powierzchnią ziemi. Tata Pucek, ciężko pracując zbudował tam długie korytarze, dzięki którym udawało im się przedostawał na plantację kukurydzy. I jak sami wiecie, kukurydza jest przepyszna ! Dlatego na śniadanko i na obiad myszki biegły korytarzem, by schrupał smaczną, żółtą kukurydzę. Na kolacje zaś, pozostawiały sobie owoce leśne. Bowiem, gdy słonce już zachodziło i na dworze robiło się już ciemno, cała rodzinka wychodziła z norki. Najpierw Tata Pucek, potem Mama Pucek i na końcu mały Synek Pucek. Wszyscy maszerowali prosto do pobliskiego lasu, gdzie czekały jagody, maliny, borówki, jeżyny – larytas dla podniebienia małych polnych myszek.
I tak w dostatku mijały dni, tygodnie i miesiące… Mały Pucek w tym czasie dorósł, a Mama i Tata Puckowie zestarzeli się i nie mieli już tyle siły biegać. Nie byli już tak zwinni i szybcy. Woleli przesiadywał w swoim domku, niż chadzad na wycieczki. Mama Puckowa często już zajmowała się tylko domem, a Tata Pucek znajdował zajęcia przy naprawie domku, w którym cały czas coś stukało lub coś odpadało. I nie ma się czemu dziwid, bo i na dworze robiło się coraz to chłodniej, wiatry z dnia na dzieo były większe, woda z nieba kapała. Robiły się wielkie kałuże, które zalewały norkę myszek.
Na plantację po kukurydzę biegał już sam młodzieniec , Synek Pucek , ale do czasu. Wkrótce pokazały się pierwsze przymrozki, a na polu, na którym jeszcze można było znaleźć choćby kilka ziaren , spadł śnieg. I już wtedy, nawet mały Pucek, nie potrafił nazbierał wystarczającej ilości jedzonka. Bardzo się martwił.
Pewnego dnia postanowił udał się do lasu – cóż może tam coś do jedzenia będzie – powiedział Mamie
- oj synku, kochany ty mój, może zostało; a jak jakiś ptak cię porwie !!! I zje!!!
- mamo, jestem zwinny jak wiewiórka, szybki jak ZIG ZAG i cwany jak lis, dam sobie radę – pochwalił się mały Pucek
- Młody jeszcze jesteś, życie przed tobą, a tam, na zewnątrz, sam zagrożenia czyhają na Ciebie – dodał od siebie Tata
-Tato, Mamo, ale jeśli nie znajdę pożywienia, to jak przeżyjemy do wiosny? – słusznie zauważył Pucek
I tak, tego samego jeszcze dnia, po zachodzie słońca, Synek Pucek wziął ze sobą mały plecak i … zdążył się jedynie wychylić z norki, kiedy nagle wielka śnieżyca zawiała i porwała myszkę gdzieś daleko. Leciał tak wysoko pomiędzy konarami drzew, niczym kulka śniegu. Skulony, mocno trzymając plecak, drżącym głosem mówił do siebie – nie bój się Pucek, jesteś wielki jak lew …no może przesadzam z tym lwem, ale na pewno, jestem zwinny jak wiewiórka… i jeszcze do tego latam, o latam, ja latam , wszystko będzie dobrze, będzie dobrze.
I tak, unoszony z wiatrem ponad ziemię, frunął jeszcze dobrych kilka chwil… , aż w końcu spadł na kopę śniegu tuż obok małej Szczotki.
*
Pucek, jak tylko poczuł, że być może już nie lata, że nic się nie unosi, a raczej, że on sam się nie unosi w górę, otrzepał się ze śniegu, odkasłał, przetarł oczy i co…? Wrzasnął AAAAAA Przed Puckiem pokazała się dziwna postać, przypominająca mysz, jednak z krótkim ogonem, takimi samymi krótkimi uszami, jakie on sam miał, z większą mordką, jakby wypchaną czymś po bokach i o wiele dłuższą sierścią na grzbiecie.
- Co tak się drzesz – powiedziała ta dziwna mysz, jednocześnie chrupiąc jakiegoś gryzaka, trzymanego w łapkach.
- aaa, przepraszam najmocniej – odezwał się Pucek – nie spodziewałem się tutaj nikogo
- hmm, raczej, ja nie sądziłam, że jak wyjdę na taras, to z nieba spadnie coś zaraz
- ale, jaki taras, że że niby co, ja spadłem na Pani taras?
- a co ja?
- no tak, jeszcze raz najmocniej przepraszam, ale nie chciałem spaść Pani na taras, nie wiedziałem gdzie spadnę
- przestać z tą Panią ! Wyglądam na staruchę? Popatrz no, tylko – okręciła się niczym modelka na wybiegu
- ależ oczywiście, że nie – Pucek tak naprawdę nie wiedział, kim jest ta dziwna mysz i szybko postanowił się dowiedzieć – Może pozwolisz, że się przedstawię
- a, no… pozwolę – odpowiedziała
- Jestem Mały Pucek, z rodziny z dziada i pradziada Pucków. Jesteśmy szlachetnie urodzonymi myszami polnymi. A ty z jakiej rodziny mysz jesteś?
- hahahaha, hihihihi – zaczęła się potwornie śmiać Szczotka, gryzaka puszczając na podłogę. Brzuszek miała napełniony, co szybko zauważył głodny Pucek, gdy ta się przewróciła ze śmiechu. – czy ja wyglądam na mysz? Hahahaha
- no, no … nie wiem , trochę do mnie podobna jesteś, tylko ogon masz jakby przykrótki i na grzbiecie więcej sierści
Szczotka szybko się oburzyła i przerwała
- ej, nie pozwalaj sobie za wiele, to są moje piękne włosy, szczotkuję je i dbam o nie co chwilę, dlatego nazywają mnie Szczotka. I nie jestem żadną myszą, a tym bardziej polną. Jestem chomikiem syryjskim. I mieszkałam z taką jedną dziewczynką …Mają, ale któregoś dnia, myśląc że będę się dobrze bawić, wybiegłam z klatki i uciekłam do ogrodu. Kiedy chciałam wrócić, nagle podleciała straszna jaskółka i porwała mnie. Wypuściła mnie dopiero w lesie, a stamtąd na szczęście udało mi się uciec. I tak znalazłam się tutaj, gdzie zbudowałam ten maleńki domek, z tym oto tarasem, który właśnie zniszczyłeś.
-ojej, to też nie miałaś lekko – powiedział Pucek i też wyjaśnił, dlaczego i jakim sposobem znalazł się daleko od domu.
Szczotka okazała się być życzliwym chomikiem, zabawnym nad to uprzejmym. Dużo mówiła, o Majce, za która bardzo tęskniła, o swoim kołowrotku, w którym się wiecznie kręciła, o rekordach, jakie na nim pobijała, o tym jak skubała marchewkę i się nią omal nie zadławiła. Szczotka była też niezwykłą czyścioszką, wiecznie się myła, nawet wówczas gdy jeszcze nie zdążyła się zabrudzić. Szczególnie dbała o swoje futerko, czesała je co chwilę. Szczotka też zauważyła, że Pucek jest wychudzony, wobec tego ze swojej buźki wyjęła pyszne pestki słonecznika i podarowała myszce.
- Ale ja tak, nie mogę z twojego brzucha jeść – oznajmił Pucek
- Mały wariacie, to nie z brzucha, tylko z moich worków
- Jakich worków, gdzie je trzymasz, nie widzę
- Tutaj- pokazała Szczotka , rozdziewając swoją mordkę i wskazując palcem na wewnętrzną stronę swoich policzków – ooo, widzisz
- jacie , jakie fajne – najwyraźniej spodobało się Puckowi – szkoda, że ja takich nie mam – pożałował przez chwilę i zabrał się za pałaszowanie pestek słonecznika
- Pucek, a może byśmy tak, no wiesz..razem….
- co razem? – zapytał pełną buzią pestek
- no wiesz, poszlibyśmy do mojego prawdziwego domu, do Mai. Tam jest bardzo dużo jedzenia. Mógłbyś je wziąć ze sobą , dla siebie i rodziców.
- To całkiem niegłupi pomysł –oznajmił Pucek
*
I tak, o świcie wyruszyli w drogę. Na dworze wcale nie było przyjemnie. Choć zamieci już nie było, jak zeszłego wieczoru, to jednak nasypało tyle śniegu, ile jeszcze tej zimy nigdzie nie było. Pucek sprytnie pomyślał i namówił Szczotkę by oboje drążyli tunel w śniegu. – W ten sposób jakoś się przedostaniemy – wyjaśnił – Zgadzam się, tylko, powiedz mi spryciarzu, skąd będziemy wiedzieli gdzie jesteśmy, skoro w śniegu będziemy buszować, ha ? – zirytowała się chomiczka – Szczotka, zrobimy z ciebie peryskop – odpowiedział Pucuś
- Jaki znowu peryskop? Skąd ty takie słowa znasz?
- a znam, uczyłem się w mysiej szkole przetrwania…. ale było fajnie tam, mówię ci Szczotka, czasem musieliśmy nawet wspinać się wysoko na jakiś rurkach, robić z liści materace, z szyszek szałasy…
- dobra, dobra, już się nie chwal swoimi umiejętnościami, powiedz lepiej co to ten peryskop – domagała się chomiczka
- łódź podwodna, by móc zlokalizować, co jest nad powierzchnią ziemi, wysuwa właśnie taką jakby lupę , czyli peryskop
- a, przepraszam, to jak ty chcesz mnie wysunąć???!!!- zdziwiła się Szczotka
- Ty wskoczysz na mnie, staniesz na dwóch tylnich łapach i wynurzysz swój poczciwy pyszczek zza śniegu i zobaczysz gdzie jesteśmy. – wytłumaczył Pucek
- aaa, no może i tak. Tak, a propos szyszek, wiesz nadają się do czesania, mają takie fajne grzebienie, ładnie później ….
- Szczotka, obiecuje ci znaleźć taką szyszkę, … ale teraz to najmniej ważne, już przestań…. Wskakuj na mnie
Chomiczka, więc wtarabaniła się na Myszkę. Szczotka była tak ciężka, że nie tylko Pucka rozbolały plecy, co i dla niej samej, było wręcz niemożliwością stanąć na dwóch tylnych łapach.
- no Szczotka, dasz radę – dopingował Pucek – musisz tylko się podbić i stanąć
- ok., ok., poczekaj , może się uda
Szczotka wyczyniała istne wygibasy na grzbiecie biednego Pucka. Kręciła się niemiłosiernie, to w prawo, to w lewo. Swoim niemałym kuferkiem tylnim przygniatała głowę Pucka. Raz próbowała odbić się od tylnych łapek, innym razem od przednich. Próbowała także jakiś pozycji z jogi , myśląc, że może i to pomoże. Jednak dla małej myszki polnej, to już był za duży ciężar.
- Szczotka, daruj już sobie. Zejdź proszę. Ja wejdę na Ciebie.
- Najpierw karzesz mi się tu wtarabaniać, potem wyczyniać figury niczym z cyrku, a potem złazić. I z tego wszystkiego zobacz jak wyglądam. Ojej, moje futerko – lamentowała Szczotka, przewrażliwiona na punkcie czystości.
Pucek jednak zwinnie niczym wiewiórka wskoczył na Chomiczkę, stanął na łapkach i wynurzył się zza śniegu. Dokładnie opisał Szczotce lokalizację, w której się znajdują. I dzięki temu, chomiczka wiedziała, którędy mają iść do Mai.
Droga wcale nie była męcząca. Tylko rzeczywiście , oboje ciężko pracując drążyli tunel, a Pucek co jakiś czas sprawdzał, czy podążają w dobrym kierunku. Szli lasem i polem. Przechodzili także przez zamarznięte kałuże. Niekiedy zatrzymywali się by coś przekąsid. Wtedy chomiczka ze swojej mordki wyjmowała drobiny suchej marchwi lub pestki dyni. A gdy poczuli się zmęczeni,
wtulali się w siebie nawzajem i zasypiali pod śniegiem. I tak minęły trzy dni wędrówki, aż w końcu dotarli do pewnej rzeczki.
*
Pucek robiąc z siebie peryskop oznajmił – Hm, Szczotka … przez rzeczkę to my raczej nie przejdziemy pod śniegiem.
- no jak to nie, przecież zamarznięta jest pewnie – uznała zdziwiona chomiczka
- Szczotka, rzeczka zimą nie zamarza. Jeziora, stawy i inne zbiorniki wodne, w których woda stoi to tak, ale nie rzeka. Rzeka cały czas płynie. – wytłumaczył uczony Pucek
- Ty , a w tej swojej szkole przetrwania to uczyłeś się może jak się przedostać przez wielką rzekę, He ?
- No nie bardzo. Muszę pomyśleć.
Pucek myślał i myślał, a w tym czasie Szczotka jak zwykle myła się i szczotkowała. Trwało to jakiś czas.
- I co wymyśliłeś? – spytała w końcu, gdy uporała się ze swoimi czynnościami pielęgnacyjnymi. – Bo ja już skończyłam. Wyglądam tak pięknie, że normalnie mogłabym startować w wyrobach miss chomiczek – ciągnęła dalej
- Hmm, musimy znaleźć patyk i przejść po nim. Tylko to musi by wielki patyk – olśniło Pucka
- Cudownie ! – sarkastycznie wykrzyczała Szczotka – świetny pomysł. Ja czegoś takiego w życiu bym nie wymyśliła.
-Nie marudź – oburzył się Pucek – tylko zacznijmy poszukiwania. Idziemy. Musimy wyjśd z tego śniegu. Za mną ! – niczym dowódca armii wydał rozkaz
Rozglądali się dookoła, lecz żadnego patyka nie znaleźli. Bardzo się martwili. Rzeka którą Wy moglibyście przejść czyniąc jedynie około 5 kroków, i mocząc nóżki jedynie po stópki, dla małych zwierzątek myszki i chomika była ogromnym zbiornikiem wodnym, po którym raczej łatwiej byłoby pływać. Dlatego tym razem, to Szczotka wpadła na genialny pomysł. Zauważyła bowiem, duży dębowy liść, który jeszcze na szczęście pod śniegiem się uchował.
Dojrzała także kilka małych patyczków. I przyciągnęła znaleziska do brzegu rzeki. Z dumą oznajmiła – Przepłyniemy na tratwie. – I tak oboje wpakowali się na duży liść i odpychali się patyczkami. I wszystko poszłoby jak z płatka, gdyby nie wielki krokodyl. Tak, tak krokodyl, który nie wiadomo skąd i jak znalazł się w tej rzece. Pucek i Szczotka podśpiewując sobie marynarskie piosenki, nagle poczuli chlust wody. Gdy się odwrócili, by zobaczyć, co takiego ich oblało, zdrętwieli z przerażenia. Oboje się bardzo wystraszyli.
- czyyyyczyyy tttyy wiiidziiiszsz ttto ccco jjjja? – spytała Szczoteczka
- tttooo mmma zzzęeeebyyy, wwwilekie zęby – odpowiedział Pucek
- iii, cc cały jest wielki, ma ogon – zauważyła chomiczka
Krokodyl zbliżał się.
- ojej, on tu płynie, Szczotka wiosłuj, uciekamy
- on nas zje, zje. A ja nie chciałam być zjedzona. Już nie zobaczę Mai i swojej klatki – z przerażeniem krzyczała chomiczka, której łzy lały się już po całym futerku.
Nie mogli uciec daleko, wystarczyło, iż krokodyl raz się zamachał i już był blisko nich. W końcu, podpłynął tak blisko, że aż dotykał końcem swojej mordki ich tratwę, co wcale nie było przyjemne dla zwierzątek, które już chciały wskoczył do wody, gdyby nie to, że krokodyl nagle przemówił :
- Jestem Dzik. Szukam pomocy. – powiedział, bardzo niewyraźnie.
- Ja Pucek
- a ja Szczotka, a czy dobrze usłyszałam Dzik?
- tak, tak – potwierdził krokodyl –
- głodny jesteś i chcesz nas zjeść ? – wyskoczyła z pytaniem chomiczka
- Tak, jestem głodny, ale nie mogę jeść
- Pucek, dawaj uciekamy, on szuka pożywienia, tak jak ty. Zje nas zaraz – łkała Szczoteczka
- Nie nie, ja nie jem zwierząt. Jestem wegetarianinem. Nie mogę tylko skubać tych kasztanów, które nazbierałem jesienią. Bardzo boli mnie ząbek. O tutaj – nasz długi zielony bohater otworzył swoją wielką uzębioną paszczę.
- Uuuu, paskudny stan zapalny – zauważył Pucek – trzeba wyrwać
- chyba żartujesz, Pucek, masz zamiar wyrywać zęba temu, wielkiemu potworowi? – wrzeszczała chomiczka
- Ale ja nie jestem wcale potworem – obraził się krokodyl. – Boli mnie ząbek. Pomóżcie mi.
- Przecież nie zostawimy go tutaj tak – Puckowi przykro się zrobiło, z powodu krokodyla. Gdybyśmy go tutaj zostawili i nie pomogli, wówczas bez jedzenia kasztanów, gad mógłby rzeczywiście umrzeć z głodu.
- W porządku, to jak masz zamiar bawić się w dentystę? – zapytała Szczotka
Pucek, sprytny Pucek ze swojego plecaka wyciągnął linę. Wskoczył na zielonego gada. Przywiązał jeden koniec liny do ząbka Krokodylka. Następnie poprosił by Dzik uniósł swój ogonek i trzymał go mocno w górze. Wtedy Pucek wspiął się na czubek zielonego dużego ogona i ciasno przywiązał na nim drugi koniec liny. Na polecenie Pucka, krokodyl szybko zamachał ogonem tak, że sam wyrwał sobie ząbka. Akcja ratunkowa się powiodła, wszyscy odetchnęli z ulga i zaczęli się bardzo cieszyć.
- dziękuję, bardzo dziękuję Wam. Pucek jesteś prawdziwym bohaterem. – oznajmił Dzik, który następnie wyjął kasztany i podzielił się nimi z nowymi przyjaciółmi. Dzik opowiedział swoją historię, o tym jak mieszkał w pewnym terarium, ale nie spodobał się właścicielowi. Ten właściciel chcąc się pozbyć krokodylka, wrzucił go do rzeki. Później prąd rzeki niósł krokodyla bardzo długo, aż w końcu, pozostawił go na tym brzegu. Dzik opowiadał, jak tu poznał Czaplę, która naniosła mu jedzenia i zaopiekowała się nim, do czasu, kiedy ponownie zyskał siły. To właśnie Czapla nazwała go Dzikiem. Bo jest dziki wśród lisów, wiewiórek, łosi, jaskółek, wróbelków i wielu innych zwierzątek. Czapla i Dzik to prawdziwi przyjaciele.
To też, jak do grona zwierzątek pałaszujących kasztany, dołączyła Czapla, która przyleciała zziajana i najbardziej zasmucona, jak tylko może być zasmucony
ptaszek, informując iż niestety nie znalazła żadnego dentysty, który byłby godzien wyrwać ząbka, Dzik uśmiechnął się najszerzej jak tylko mógł ciesząc się, iż widzi ptaszka. I Czapla zauważywszy , iż krokodylek już nie ma chorego ząbka, jej smutna minka szybko zmieniła się w radosnego dzioba. I zakwiczała – Hoooo, Hoooo, Hoooo. Heeee,heee, heee, hi iii, hi iii, hi iii………………………………………….. I ćwierkała dalej, gdy Szczotka zapytała
- A, ona, to tak długo jeszcze może
- Ojjj, może, może … będzie jeszcze heee, huuu, hyyy, haaa długo jeszcze -odpowiedział krokodylek, który i tak machał ogonem, wtórując czapli i tym samym dodając rytmu i basu jej ćwierkaniu.
- Mają swoją piosenkę – słusznie zauważył Pucek.
Czapla była bardzo mądrym ptaszkiem i szybko zorientowała się, że Pucek i Szczotka mają zamiar iść do miasta. Czapla często fruwa nad miastem i wie, że spacer po mieście małej chomiczki i jeszcze mniejszej myszki może źle się skończyć. Wystarczy ruch na ulicach i tłum przechodniów, by mogłaby stad się krzywda małym zwierzątkom. Dlatego Czapla, zaproponowała pomoc. Ptaszek, chętnie weźmie do swojego dzioba zwierzątka i razem z nimi pofrunie do domu Mai.
- świetny pomysł – powiedział Pucek
- Pucek, jakoś ostatnio chętnie nas wszyscy do swoich paszczy zapraszają, albo w dzioby biorą …no, ale w sumie… chętnie się przelecę. Ostatnio jak z tą jaskółką leciałam, to nic nie widziałam. Wtedy oczy zamknęłam i tak się trzęsłam. No, a teraz …to zupełnie co innego. Tylko rezerwuję lot pierwszą klasą, z pełnym wypasem – zażądała chomiczka
Czapla niczym konkordat zabrała zwierzaczki na pokład i poszybowała daleko do miasta, a wylądowała tuż przy drzwiach do ogrodu Mai, dokładnie tych samych, którymi po raz ostatni Szczotka wychodziła.
-ojej .. mój dom – powiedziała chomiczka, najwyraźniej bardzo wzruszona.
- Hmmm, tylko nikogo chyba nie ma – powiedział Pucuś – jak masz zamiar tam wejść?
- tak jak weszłam, przez tę szparkę o tu…widzisz – Szczotka wskazała małą dziurkę pomiędzy oknem, a ścianą. Zadowolona podeszła do niej bliżej i zaczęła
się wpychać. No właśnie zaczęła, bo dalej już nie poszła. Jedynie głowa szczotki weszła do środka, reszta została. Chomiczka okazała się szersza niż ta dziurka.
- Szczotka, a ile ty tych pestek słonecznika jadałaś przez ten czas, jak Ciebie tu nie było?
- Pucek, to nie jest śmieszne. Ja naprawdę się mieściłam!
- Daj, ja wejdę i jakoś otworzę te drzwi dla żarłocznej chomiczki.- żartował Pucek
Pucek zwinnie, przedostał się do domu. I był oczarowany tym miejscem. Nagle zrobiło mu się tak ciepło, tak przytulnie, zapachniało pysznym pieczonym serem, a na podłodze pod łapkami czuł miękki dywan. Było wręcz wspaniale. Przypomniał sobie swój domek, rodziców. Zapach obiadów Puckowej mamy, parzonej kawy taty. Przypomniał sobie swój pokój, oj…jak bardzo chciałaby teraz się znaleźć….. a to co? Pucek usłyszał stukanie. Ach tak, to Szczotka ośnieżona i trzęsąca się chomiczka za oknem upominała się, by Pucek wreszcie wpuścił ją do środka. Czapli już nie było, poleciała pozałatwiać swoje sprawunki i obiecała, że jak będzie wracać to zabierze z powrotem ze sobą Pucka.
- Myślałam,że zaraz zaśniesz, a ja tu będę dalej marzła. Oczy ci się zamykały – powiedziała Szczotka, otrzepując się ze śniegu po tym, jak już weszła do domku. Chomiczka zaraz pobiegła do swojej klatki. Wydobyła z niej cały grom jedzenia, które zapakowała w kilka plecaków dla Pucka i jego rodziny. Następnie oboje uradowani zaczęli biegać w kołowrotu niczym zawodowcy, skakali po przeszkodach, biegali w specjalnych rurkach dla gryzoni, zjeżdżali ze zjeżdżalni. Trwałoby to bardzo długo, gdyby nie Czapla, którą w końcu usłyszeli zza oknem, stukającą dziobem w okno.
- Czas się pożegnani – powiedział Pucek
- Możesz tu ze mną zostać – oznajmiła chomiczka
- Bardzo chętnie, jest tutaj bardzo miło, ale nie mogę…muszę wracał do rodziców, obiecałem im. I tęsknię za nimi.
- ja będę tęsknił za Tobą. To była najwspanialsza przygoda w życiu.- wyznała Szczotka
- I dla mnie też. Lepsze od mysiej szkoły przetrwania hehe . Szczotka, poproszę Czaplę i przylecę do ciebie na wiosnę.
- świetnie, pokażę Ci wtedy ogród. Wiesz mamy taką małą fontannę i
- dobrze, dobrze na wiosnę mi pokażesz. I dziękuję Ci bardzo za pożywienie.
Oboje się uściskali na pożegnanie.
Czapla zabrała Pucka, jego plecaki i odfrunęła.
Pucek przespał całą drogę, lecz gdy się obudził, ptaszek właśnie wylądował tuż przy wejściu do norki myszek.
- Czapla, jak ja się cieszę, jestem w końcu w domu. Bardzo ci dziękuję za pomoc. Jesteś wspaniałym przyjacielem.
- Możesz na mnie liczyć
Ptaszek swoim pazurkiem dotknął łapki myszki na pożegnanie i odleciał.
Nie trzeba mówić, jaką wielką radością wszyscy cieszyli się w domu Pucka. Rodzice płakali ze szczęścia i byli bardzo dumni ze swoje synka, który przez kolejne tygodnie opowiadał o swoich niebywałych przygodach i nowych przyjaciołach. Pucek, Szczotka, Dzik i Czapla są przyjaciółmi do dziś i może jeszcze nie jeden raz o nich usłyszymy.

 

KONIEC

 

Agnieszka