Wiosną tego roku, po raz pierwszy zetknęłam się z nowym zabiegiem, będącym jednym z rodzajów mezoterapii. Wcześniej, bo już kilka lat temu poddałam się podobnemu – mezoterapii bezigłowej. Polega to na wprowadzeniu do skóry właściwej substancji odżywczych pod wpływem impulsów elektrycznych. Proces ten nazywa się elektroporacją. I zachodzi to za pomocą specjalnego urządzenia do mezoterapii. Jest to metoda nieinwazyjna, co dla niektórych z nas, mających delikatną skórę, problematyczną, skłonną do zaczerwień, naczynkową może być doskonałym sposobem na utrzymanie jej w dobrej kondycji. Kosmetolog po sprawdzeniu stanu skóry dobiera odpowiednie substancje. Między innymi można zaaplikować specjalne ampułki nawilżające, odżywcze, przeciwzmarszczkowe. Ja osobiście zastosowałam tę ostatnią. Jakie były rezultaty?

Dwa dni po zabiegu, moja twarz była bardziej ujędrniona, jakby grubsza, zmarszczki mimiczne, głównie bruzdy nosowo-wargowe troszkę się uwypukliły. Jednym słowem byłam gładsza i młodsza. Mimo swoich wtedy 33 wiosen wyglądałam zdecydowanie młodziej o kilka lat. Moja skóra nabrała blasku i promieniała dwa dni No właśnie dwa dni, bo potem wszystko wróciło do normy. Aktywne zaaplikowane składniki w ciągu mniej więcej 48 godzin wniknęły w głębsze warstwy skóry. To zaś spowodowało, iż skóra, która jest widoczna nie była już tak napięta.

Według mnie ten zabieg powinno powtarzać się raz lub dwa razy w tygodniu, tak by stymulować skórę do odnowy i rewitalizacji. Równomiernie aplikowane składniki wypełniają przestrzeń międzykomórkową, co daje nam wyraźne efekty naprężenia. Po serii 10 zabiegów skóra byłaby w lepszej kondycji o wiele dłużej. Niektórzy twierdzą, iż potem wystarczy jedynie zrobić raz na dwa miesiące zabieg przypominający. Ok, ale to kosztuje. Za mezoterapię bezigłową już w podwarszawskich ekskluzywnych instytutach kosmetycznych zapłacimy od 140 do 200 zł. Czyli 10 zabiegów będzie kosztowało około 2000 zł.

Inną metodą, jest mezoterapia igłowa. Jest to już metoda inwazyjna, naruszająca strukturę skóry. Skóra jest ostrzykiwana specjalnym pistoletem lub innym dostępnym na rynku urządzeniem wyposażonym w mikroigły. Ogólnie mówi się, iż jest to zabieg bezbolesny, z czym ja akurat zupełnie się nie zgodzę. By porównać odczucia, przy tym zabiegu zastosowałam na jednej połowie twarzy specjalny krem znieczulający, a drugiej nie. I jak dla mnie – ten zabieg nie jest do wykonania bez znieczulenia. To boli i piecze, a dodatkowo miejscami krwawi. Podobnie zresztą jest tuż po samym zabiegu, cała twarz jest mocno podrażniona i zaczerwieniona. Miejscami widać małe ślady nakłuć. I muszę przyznać, iż w przeciwieństwie do mezoterapii bezigłowej od razu nie widziałam żadnych efektów. Oglądać i podziwiać je przyszło mi dopiero po kilku dniach. Za pierwszym razem użyłam ampułki nawilżającej, gdyż miałam mocno przesuszoną skórę po zimie. I naprawdę po tygodniu od zabiegu, na mojej twarzy przestała łuszczyć się skóra. Cera była gładsza i milsza w dotyku, a ja nawet nie potrzebowałam – przez jakiś czas – używać kremu nawilżającego. Wtedy ta mezoterapia bardzo mi pomogła. Ta druga przeciwzmarszczkowa – zastosowana kilka miesięcy później już mnie tak nie powaliła z nóg. Mam wrażenie, że nawet po kilku dniach od tego zabiegu, gdzie efekt liftingu powinien być już dobrze widoczny, moja twarz nie emanowała takim blaskiem i napięciem jak to było w te 48 godzin po mezoterapii bezigłowej.

Myślę, że dużo też zależy od preparatów jakich się używa, mam na myśli ampułki. W jednych gabinetach mogą być lepszej jakości lub w większej ilości podane; i na odwrót – w innych gabinetach kosmetycznych podaje się mniejsze ilości substancji odżywczych lub ampułki gorsze jakościowo, czego później skutki widoczne są gołym okiem. Radzę zatem, by samemu kupować ampułki lub czytać o nich i się dokładnie dowiedzieć ile aktywnego preparatu powinno się podać podczas samej mezoterapii. Później można wykazać się ową wiedzą w samym gabinecie, może w ten sposób zmobilizujemy kosmetyczkę by nałożyła nam odpowiednią ampułkę, w odpowiedniej ilości.

Jest jeszcze trzecia metoda, właśnie ta którą próbowałam wiosną tego roku – dla mnie najlepsza, której poświęcę następny wpis.

 

Agnieszka