twardamatka

Blog dnia codziennego dla kobiet i nie tylko …..

Wpisy z tagiem: kuchnia

Zwiędłe warzywa liściaste , jak szpinak czy kapusta, odzyskają świeży wygląd, jeśli zanurzymy je na 15 sekund w gorącej i na 15 sekund w zimnej wodzie.

 

Magda

źródło: Dziennik Perfekcyjnej Pani Domu Weronika Łęcka

Przepis na sałatkę z awokado

0

 

Czas na kolejny prosty i szybki sposób na zaspokojenie naszych domowych głodomorów

Składniki:

• 150 g. mix sałaty lub innej, polecam rukolę
• Awokado
• Parę suszonych pomidorów    • Pomidor
• Oliwki czarne
• Garść pestek słonecznika
• Ser feta

Sosik do sałatki:

Oliwa z oliwek ( ½ szklanki) 5 łyżek musztardy, 3 ząbki czosnku, wyciskam cytrynę i dodaję koło 3 łyżek cukru. Najlepiej jak taki sosik sobie poleży w lodówce w zamkniętym słoiku minimum 12 godzin .

A teraz mieszamy.

Na sałatę rozłożoną na płaskim talerzu kładę pokrojone i obrane wcześniej awokado, kilka suszonych pomidorków, oliwki, ser feta. Całość posypuję pestkami słonecznika i delikatnie polewam moim domowym sosem. Sałatka gotowa.

Moja sałatka

Spagetti ze świeżymi pomidorami i bazylią

3

 Spaghetti to jedna z tych potraw, która doskonale sprawdza się w sytuacjach

podbramkowych. Kiedy na przykład dopada nas głodna rodzina, a my po powrocie do domu po całym dniu pracy z przykrością stwierdzamy, iż nie mamy przygotowanego obiadu. W sumie dlaczego ma być nam przykro? Owszem jesteśmy matkami i żonami, ale bez przesady! Co do minuty nie mamy przecież ustalonego harmonogramu dnia.

To także niezastąpione lekarstwo na ospałych gości.  Wiele razy zdarzyło mi się podawać spaghetti bardzo późnym wieczorem…a do tego dobre białe wino. I proszę mi uwierzyć, od razu sytuacja się ożywiała. W końcu to makaron, a moi goście nagle niczym Włosi mieli wiele do powiedzenia:lol: Nasycam ich niezłą dawką energii. :mrgreen:  i zaspokajam potrzeby ich kubków smakowych. I do tego wszystkiego jeszcze mnie chwalą za mój „kunszt” kulinarny.

Do rzeczy, bierzemy się za przygotowanie składników. Nie ma ich wielu i co najważniejsze możemy je dostać niemalże w każdym sklepie.

 

 

Składniki na 4 porcje mojej magicznej mikstury  ;-)

  • Makaron spaghetti lub tagliatelle ( jedno opakowanie)
  • Pomidorki krojone w kartonie ( 3 kartoniki lub puszki)  lub ok.5300 g pomidorów malinowych
  • Oliwa,  najlepiej oliwa z oliwek
  • 3-4 ząbki czosnku
  • Sól i pieprz
  • Świeża bazylia
  • Oliwki czarne
  • Parmezan
  • Odrobina papryczki chili

 

 

A teraz gotujemy i mieszamy:

 

  • Makaron gotuję al. dente w osolonej wodzie.
  • Podczas gdy woda się gotuje, na oliwie podsmażam drobno pokrojony czosnek i dodaję posiekaną papryczkę chili.
  • Po minucie do czosnku i chili dodaję pokrojone w kostkę i obrane ze skórki pomidory lub dodaję pomidory z kartonu ( pomidorki w kartonie w zimie będę tańsze) i jeszcze chwilę gotuję. Dodaję do smaku pieprzu i soli.
  •  Pod koniec gotowania dodaję jeszcze drobno posiekaną świeżą bazylię.
  •  Ugotowany makaron wkładam do sosu, i mieszam całość.  
  •  Porcję wykładam na talerz
  •  Dekoruję oliwkami, kawałkiem pomidora, bazylią oraz świeżo startym parmezanem.

 

Dziewczyny, ta potrawa jest tania i szybka w przygotowaniu.

Takie proste spaghetti smakuje każdemu: i dorosłym i najmłodszym (dla najmłodszych bez oliwek – dlatego oliwki daję już bezpośrednio na talerz bo  nie każdy za nimi przepada). I w dodatku szybko zadowolicie każdego głodomora  :-D

 

 

 

Życzę smacznego !!!!  

 

 

 

Akt kulinarny

1

„Są wyjątkowe, ich smak trudno opisać, to takie połączenie, z którym nigdy wcześniej się nie spotkałam” – powiedziała jedna z moich koleżanek, która w raz z mężem i dwójką znajomych wybrała się do jednej z najlepszych restauracji w Warszawie, Atelier Amaro.

Bardzo wyjątkowa pracowania kulinarna, tworząca nowe potrawy kuchni polskiej zainspirowane naturą. Jest i ziemia jadalna oraz są kwiaty do spróbowania podane w artystyczny sposób. Kelnerzy, których w okół jednego stolika jest kilkoro, za każdym razem podają dania wszystkim jednocześnie, wcześniej instruując jak należy spożywać poszczególne „momenty”.  Tak, bo w Atelier Amaro nie zamawia się typowych dań, ale „moment”, czyli moment smakowy. I nazwa jest raczej odpowiednia, gdyż każde zamówienie, jest tylko porcją degustacyjną podaną na niezwykłej zastawie.

Celem kuchni molekularnej jest otrzymywanie nietuzinkowych potraw o czystych i wyjątkowych smakach stworzonych w nietypowy sposób wykorzystują wiedzę naukową.

Czasem jest to porcelana, czasem drewno, innym razem muszla lub kawałek kamienia. Są to wyszukane i bardzo gustowne zastawy stołowe, o których mówi się jak o kolekcji.  Kelnerzy wyprzedzają potrzeby klienta, pięknie opowiadają o momentach; jest też sommelier wykazujący się niezwykłą wiedzą na temat win. Także i woda podawana w Atelier Amaro jest jedyną wodą z wizerunkiem Pavarottiego. Po upiciu zaledwie jej kilku łyków, kelnerzy natychmiast się zjawiali i dolewali. Można rzecz, że obsługa jest na najwyższym poziomie, tylko niekiedy – jak stwierdziła moja koleżanka – aż do przesady. ” Czasem klienci przez to nie mogą poczuć swobody, jaka zwykle im towarzyszy przy wspólnych wypadach do restauracji.  Kiedy moja znajoma opuściła na chwilę stolik, a chwilę później przyszli kelnerzy podając „momenty”,  jeden z nich wyraźnie zwrócił uwagę, iż wszyscy powinni być na swoich miejscach, gdyż podane dania są serwowane w odpowiedniej temperaturze, a czekanie na ich spożycie, pozbawia ich tychże walorów smakowych, o wydobycie których chodzi w degustacji. I jest to tylko strata naszej znajomej” –   opowiadając to koleżanka mocno zaakcentowała swoje zdziwienie. Może o to właśnie tu chodzi – o wyjątkową degustację kuchni molekularnej?

” W 2012 roku Atelier Amaro jako pierwsza i jedyna w Polsce restauracja została wyróżniona przez legendarny przewodnik „Michelin” tytułem „Wchodzącej Gwiazdki”. Wyróżnienie to otrzymały jeszcze tylko dwie restauracje na świecie.”  – czytamy na www.potrawyregionalne.pl  Dlatego dziś w naszym polski lokalu pragną pracować zdolni i utalentowani kucharze i kelnerzy, bo właśnie tam od najlepszych, a w  zasadzie od najlepszego – Wojciecha Modest Amaro -można nauczyć się  kultury podawania, degustacji, gotowania i jednocześnie wyrazić siebie jako artystę. Do naszego polskiego lokalu ściągają tłumy z całej Europy, pragnący doświadczyć tych smaków. Na stolik w restauracji dziś czeka się około trzech miesięcy.  Czy warto?

Jeden z „momentów” podany w restauracji Atelier Amaro

Z jednej strony tak, bo naprawdę na podniebieniu poczujesz coś zupełnie innego, poznasz inny sposób spożywania, dodatkowo poczujesz się trochę jak w teatrze, będziesz świadkiem artystycznych podań, dotkniesz niesamowitych rzeczy, zjesz nawet z doniczki, wypijesz znakomite wino…..tylko też słono zapłacisz. To taki akt kulinarny dla osób z pełnym portfelem.  -  ” Za parę zapłaciliśmy 1000 zł, ale w dalszym ciągu byliśmy głodni. Moim zdaniem, najlepiej jest najpierw zjeść porządny posiłek w domu lub w innej knajpce np. w sushi barze, a następnie udać się do Atelier Amaro.  Tę restaurację należy potraktować jako artystyczny lokal degustacyjny. I to, że porównałaś to do wyjścia do teatru jest jak najbardziej trafne. Bo w żadnym wypadku tam się nie najesz. Stamtąd wyniesiesz i zapamiętasz smaki i całą atmosferę, która panuje w okół.” – zsumowała moja koleżanka.

 

Anetko, bardzo dziękuję :)

 

Agnieszka