twardamatka

Blog dnia codziennego dla kobiet i nie tylko …..

Wpisy z tagiem: miłość

By dziecko Was nie rozdzieliło

117

Zadzwonił do mnie i tylko wykrzyczał – to pasożyt, je, sika, płacze i jeszcze wiecznie jest głodna. Ja po nocach nie mogę spać, bo się denerwuje, że jeszcze coś jej się stanie. Iga jest już tak zmęczona, ale nie ma wyjścia, bo ja przecież do pracy chodzę. W ciągu dnia musi dawać sobie sama radę!

Moi znajomi, piękni jak z Disneya – jak to ich określiła pewna mała osóbka na facebooku, prowadzili dotąd życie pełne spontanicznych wypadów do knajpek, klubów, galerii. W weekendy często wyjeżdżali raz w góry, raz nad morze, a innym razem zwiedzić kolejne europejskie miasto. Ich życie we dwoje było pełne romantyzmu, które zresztą uwieczniali na swoich zdjęciach rozwieszonych w domu. I tylko jednej jeszcze główki na tychże obrazach brakowało – dziecka. Już od dawna pragnęli mieć maleństwo. Marzyli o tym jakie będzie, jakby je wychowali i jak rozpieszczali. Pragnęli poświęcać mu czas. Wiktor marzył by w przyszłości składać z nim samoloty, grać w piłkę, a Iga patrzeć jak bawi się na placu zabaw. Chodzić z dzieckiem za rączkę i pokazywać świat, uczyć zarówno śmiałości i otwartości, a jednocześnie pokory. Długimi wieczorami często o tym rozmawiali. I wreszcie po wielu próbach, zdecydowali się na invitro. Ta pierwsza się nie udała. Rozpacz i żal, dopadł ich dwójkę. Ponownie wpadli w wir imprez, znajomych, warszawskich knajpek. I kiedy wreszcie uspokoili swoje smutki, po raz drugi spróbowali. Tym razem, Iga była w pewnej ciąży. Ich radość nie miała końca. On codziennie całował ją po brzuszku, rozpieszczał, było wspaniale. Mieli wszystkie nowe markowe ciuchy, wózki, mebelki, tylko odliczali dni do narodzin ich szczęścia. W końcu przyszedł ten dzień, była położna, Wiktor, cała rodzina na korytarzu – jak na filmach, idealnie.

Urodziła się piękna Marysia – tak wspaniała, jak to sobie wyobrazili. Po dwóch dniach, w końcu, przyjechali do domu. Pokoik czekał na malutką. Pierwsza kąpiel miała być nagrywana, ale maleństwo płakało, więc Wiktor odłożył kamerę i szybko z pomocą pobiegł do Igi. W nocy ułożyli Marysię do łóżeczka i sami szczęśliwi położyli się spać. Jeszcze nie zasnęli, a mała już się przebudziła na karmienie, więc mamusia nakarmiła. Po 30 minutach wróciła do sypialni, ale mała nie dała jej pospać dłużej nić 1,5 godziny. W nocy też i Wiktor był zaangażowany w zmianę pieluszek. Na drugi dzień niewyspany tata, jeszcze przed pracą szybko przeniósł łóżeczko do sypialni i przewijak. Pokoik maluszka nie wyglądał już tak uroczo.

Gdy Wiktor po całym dniu ciężkiej pracy wrócił do domu, zastał bałagan, nie było tak jak zwykle romantycznej kolacji z lampką dobrego wina, tylko rozhisteryzowana niezbyt atrakcyjna żona. Dostał do rąk płaczące dziecko… a przeciąż był zmęczony, miał odpocząć i obejrzeć mecz, bo to przecież EURO 2012. Tak to życie zaczęło przebiegać dzień po dniu. I któregoś dnia Wiktor zadzwonił, że już nie daje rady.

Niedoświadczeni rodzice tłumaczyli sobie, że za miesiąc od narodzi będzie lepiej, później, że za rok, … ale przecież za rok dziecko będzie chodziło i trzeba będzie jeszcze bardziej pilnować malucha, dosłownie latać za nim w ciągu dnia. Tymczasem noce dalej będą nieprzespane, bo w tym okresie dziecko cały czas jeszcze budzi się np. na picie.

Prawda jest taka, że dzieci zmieniają nasze życie i nie jest ono już takie jak dawniej. I niestety, dzieje się to z dnia na dzień. Nagle pojawia się maluszek, który całkowicie jest od nas uzależniony. I co gorsza, bez nas nie przeżyje. Ta odpowiedzialność za drugiego człowieka często przerasta dzisiejszych dotychczas wiecznie imprezujących i zapracowanych ludzi. Jednym przychodzi łatwiej pogodzenie się z tą zmianą, ale innym dużo trudniej. Na przykład moi znajomi niestety się rozwiedli. Kiedy Marysia miała prawie dwa latka, Wiktor uciekł od żony, do innej atrakcyjnej młodej brunetki … ale przecież ona też będzie chciała mieć dziecko i koszmar powróci.

To prawda, że dziecko przewraca do góry nogami całe życie. Sama mam maleństwo w domu, i wiem ile czasu trzeba jemu poświęcać. Czy warto decydować się na dziecko? Czy warto poświęcać się dla tej chwili, gdy dziecko patrzy na ciebie z bezgraniczną miłością i uśmiecha się do Ciebie tylko dlatego, że jesteście przy nim? Moim zdaniem tak. Jednak wówczas życie nie będzie wyglądało tak jak poprzednio. Nowy nawał obowiązków w dotychczas spokojnym domu może przyprawiać o zawrót głowy, rodzice między sobą zaczynają się kłócić, obwiniać się, a nawet ostrzej – popadają w paranoje. Dlatego bardzo ważne jest by dwójka rodziców mogła znaleźć czas wyłącznie dla siebie. Proponuję zaangażować do pomocy rodzinę lub przyjaciół, którzy mogliby zostać dzieckiem godzinę lub dwie. I ten czas wolny, mama z tatą mogą poświęcić na wspólne wyjście chociażby do kina i na chwilkę się oderwać od obowiązków rodzicielskich. Te chwile umacniają więź miedzy kobietą i mężczyzną.

 

Magda i Agnieszka

 

 

List Matki do Córki

7

Dziś natknęłam się na przepiękny tekst, który Małgorzata Kalicińska zamieściła na facebooku. Powieściopisarka rodzinnej sagi „Dom nad rozlewiskiem” przetłumaczyła z włoskiego LETTERA DI UNA MADRE A SUA FIGLIA. Podczas dzisiejszej korespondencji z Panią Małgorzatą, otrzymałam oficjalne pozwolenie na opublikowanie niniejszego tłumaczenia. Muszę, wam drodzy Czytelnicy, powiedzieć iż list ten, napisany tak lekko i prosto w sposób zupełnie oczywisty, wyraża bardzo głębokie emocje, które mam nadzieję i Was poruszą.

 

 

Jeśli pewnego dnia zobaczysz, że jestem stara, że się brudzę przy jedzeniu, że nie potrafię się ubrać, miej cierpliwość….

Przypomnij sobie czas, który przeznaczyłam na nauczenie Cię tego wszystkiego, jak byłaś mała.

Jeśli ciągle powtarzam te same rzeczy, nie przerywaj mi, posłuchaj…..Kiedy byłaś mała, musiałam wysłuchiwać w kółko tej samej historii dopóki nie zasnęłaś.

Jeśli czasem nie mam ochoty się umyć, nie potępiaj mnie I nie zawstydzaj.…

Przypomnij sobie ile razy musiałam biegać za Tobą, wymyślając różne argumenty, bo nie chciałaś się kąpać.

Jeśli widzisz, ze nie nadążam za nowinkami technicznymi, daj mi czas na poznanie ich I nie patrz na mnie z tym ironicznym uśmiechem.…

Ja miałam dużo cierpliwości, kiedy uczyłam Cię alfabetu I pomagałam w odrabianiu lekcji.

Jeśli czegoś nie pamiętam, albo gubię wątek w rozmowie, daj mi czas na przypomnienie sobie, a jeśli nie jestem w stanie sobie przypomnieć, nie denerwuj się, najważniejsze dla mnie nie jest to, co mówię, ale potrzeba Twojej bliskości, potrzeba pewności, że jesteś obok i mnie słuchasz…

Jeśli moje stare nogi nie dotrzymują Ci kroku, nie traktuj mnie jak ciężar…Podejdź do mnie wyciągając swoje ręce w moją stronę w taki sam sposób jak robiłam to ja, kiedy stawiałaś swoje pierwsze kroki…

Jeśli mówię, ze chciałabym umrzeć, nie irytuj się…

Pewnego dnia zrozumiesz, co mnie zmusza do tego, żeby tak mówić I spróbuj zrozumieć, ze w moim wieku już się nie żyje a egzystuje..

Pewnego dnia zrozumiesz, że mimo błędów, które popełniłam, zawsze chciałam dla Ciebie jak najlepiej, że próbowałam przetrzeć Ci drogę.

Poświęć mi troszkę swojego czasu, odrobinę swojej cierpliwości, daj mi swoje ramię, na którym mogę się wesprzeć tak, jak ja dawałam Ci zawsze swoje..

Kocham Cię córeńko I modlę się za Ciebie nawet wtedy jak mnie nie dostrzegasz.

 

 

Oryginalny wpis : https://www.facebook.com/photo.php?fbid=671849456166183&set=a.153264904691310.29688.153035914714209&type=1&theater

 

Pani Małgorzato, bardzo dziękuję.

 

Agnieszka

 

 

 

 

Bo w pięć minut możemy sprawić, iż nasz związek zacznie chylić się ku końcowi. Wystarczy coś powiedzieć, jakoś zachować się nieodpowiednio, dać coś do zrozumienia i już cała piękna atmosfera przeinacza się w milczące nieporozumienia dążące powoli ku przepaści. Owszem, rzadko bywa tak, że po dosłownych pięciu minutach, facet powie nam : słuchaj, ale jak chcesz to możemy zostać przyjaciółmi. Mnie raczej chodzi o te pięć minut, które jest początkiem końca-do tej pory dobrze funkcjonującego związku lub dobrze zapowiadającej się znajomości. Tylko tym razem, nie będę nagabywać mężczyzn, ich niewierności, pijaństwa, braku zainteresowania dziećmi, wiecznym przebywaniem w pracy i tak dalej. Tym razem pragnę skupić, drogie Panie, Waszą uwagę na postępowanie wobec męża czy życiowego partnera. Gdyż my kobiety, często nie pozostajemy bez winy i też wiele od nas samych zależy to, na jaki tor przerzucimy nasz związek, jak bardzo nasza druga połówka będzie chciała wracać do domu, tulić nas i rozpieszczać słowami.

Od tego jakiego mężczyznę będziemy mieć u boku i jaki będzie nasz związek, wiele zależy od nas samych. Bo czasem wystarczy 5 minut, by podbudować relację między partnerami i odwrotnie – by je zniszczyć, doprowadzając do serii niepowodzeń chylących związek ku upadkowi.

Na pomysł napisania tego artykułu wpadłam po tym jak ostatnio siedząc w kawiarni na Starym Mieście  byłam świadkiem rozmowy dwóch atrakcyjnych kobiet. Właściwie powinnam powiedzieć:  ich narzekania.  Jedna przez drugą biadoliły: o kłótniach z teściową, o problemach małżeńskich na tle finansów, o sprawach łóżkowych, albo nawet o tym, że ich mężowie nie robią im spontanicznych niespodzianek … i tak dalej. Od razu się lekko zmieszałam. Wyrażały się dość głośno o swoich intymnych sprawach.  Wyglądało to dość groteskowo, gdyż koło mnie naprawdę siedziały laski, które na pierwszy rzut, wydawało się, iż mogą mieć każdego faceta bez żadnego problemu i z żadnym problemem. Tymczasem moje rozczarowanie sięgnęło zenitu, kiedy do kawiarni weszła fajna parka i zajęła stolik dalej. Rzeczywiście dziewczyna mocno odbiegająca urodą od tych dwóch biadolących i bardzo przystojny mężczyzna. Jednak między tą parą widać było wielką namiętność i czułość. Cały czas zajęci byli sobą, rozmawiali, śmiali się.  On wpatrzony w nią niemalże jak w obrazek, mimo iż te dwie zaczęły nagle dziwnie prężyć się i poprawiać kosmyki swoich włosów. Usilnie próbowały zwrócić  jego uwagę na siebie. I nagle usłyszałam tekst jednej z nich – Co taki facet, robi z taką dziewuchą?

Nie minęło piętnaście minut, kiedy do stolika tychże obcesowych dwóch dam doszli obgadani już ich mężowie. I od razu  zostali zaatakowani pytaniami, gdzie tak długo byli, co robili, czy coś pili, po co tyle wydali…- jak się nie podoba to do mamusi. Na szczęście cała czwórka szybko opuściła kawiarnię pozostawiając pusty stolik na spojrzeniu, którego utkwiły moje przemyślenia.

Nie powiem, bym ja była święta i nigdy w życiu nie zastanawiała się co ta inna ma, czego ja nie mam, że on woli ją. Czemu niektóre kobiety wiecznie przytakują swoim mężom np. Tak Krzysztof, oczywiście, masz rację. I odwrotnie; czemu są też takie sytuacje, jak ta w kawiarni?  Ja też jestem po rozwodzie i byłam już w trzech związkach nim trafiłam na mojego obecnego partnera, z którym jestem naprawdę szczęśliwa. Nie mam co biadolić na niego! Czy tu chodzi o dojrzałość moją lub jego? Czy może o to, że wreszcie poczytałam troszkę książek na temat związków i wzięłam sobie do serca rady kobiet z poprzedniej dekady? Moja mama, ciotka, babka i wiele starszych, z którymi zetknęłam się zawodowo lub na licznych bankietach zawsze powtarzały te same zasady, jakimi powinna kierować się kobieta. I dopiero niedawno naprawdę uwierzyłam w nie :
• Nie wolno poniżać faceta przy innych
• Trzeba często do mężczyzny mówić : jestem z Ciebie kochanie dumna
• Nie wolno się kłócić z facetem przy ludziach
• Pod żadnym pozorem nawet w żartach nie wolno negować jego przyrodzenia
• Częściej się uśmiechać
• Dać chwile samotności facetowi – nie stać mu non stop nad głową
• Nie powinno się negować jego kochanej mamusi
• Pozwolić facetowi myśleć, że to on tu rządzi 
• Dać ,mu do zrozumienia, ze bez niego jesteśmy słabe i bezbronne

Jest kilka zasad, którymi powinnyśmy się kierować w związku. Tych zasad nauczyły nas nasze matki i babki. Nauczmy się nie negować swoich mężów i partnerów przy innych osobach, nie obrażajmy ich mam, uśmiechajmy się częściej.

Obie atrakcyjne kobiety absolutnie złamały ten zasadowy kod. I nie chodzi bynajmniej, o to że zrobiły to w tej kawiarni, lecz najprawdopodobniej robiły to na co dzień. Ich mężowie więc, czuli się zaszczuci, wiecznie dźwigający jakiś ciężar, negowani i obrażani. Mówiono o nich jak o mami-synkach w obrączce, a ich kobiety – żony w jakiś dziwny sposób zdawały sobie sprawę ze swojej siły, ze względu na urodę. I ową urodą mogły szantażować swoich mężów. Nie, nie mówiły o niej wprost. Po prostu wiecznie podkreślały swoje walory i dawały do zrozumienia, że sobie poradzą bez nich. I co śmieszniej; takie kobiety nawet po rozwodzie znajdując kolejnego mężczyznę i nie stosując się do wyżej wymienionych zasad, ponownie skręcają na ten sam tor na którym był ich poprzedni związek. I nie chodzi tu tylko o kobiety atrakcyjne. To był jedynie przykład. Mam na myśli  nas wszystkie. Są wśród nas takie, które posiadają inne walory niż uroda, dzięki którym czują się równie mocno oraz takie, które bezustannie mają kompleksy na różnych punktach i tym samym negują innych, w tym przypadku swoich mężów lub partnerów. Natomiast mężczyzna w związku, w którym będzie czuł się doceniony, silny, męski, spełniający oczekiwania, wychwalany, będzie oddawał to samo kobiecie okazując swoje zainteresowanie, troskę i czułość. Niestety, mężczyzna to taki typ, którego im dłużej gotujemy, doprawiamy, tym lepiej oddaje swoje walory smakowe.Tutaj też można pokusić się o stwierdzenie, iż nie stosowanie się do zasad może wywołać kompleksy u mężczyzn, którzy za wszelką cenę szukając dowartościowania będą się pocieszać i dopieszczać w ramionach innej. Bo przecież ta inna z początku będzie niezwykle adorować swojego kochanka lub faceta, którego najzwyklej będzie próbowała odbić.

Z początku przeważnie każdy związek zaczyna się od adoracji, uśmiechów, wielkiej namiętności….lecz później wszystko przechodzi w falę normalności i rzeczywistości. Partnerzy zaczynają się docierać, przekomarzać, ustawiać. I to jest jak najbardziej normalnym zjawiskiem, tylko my kobiety w tej fazie związku również pamiętajmy o naszych zasadach. Bo jeśli choć raz coś wspomniemy o seksie z innym i jego przyrodzeniu, nasz ukochany może już mieć duże wątpliwości co do swojej atrakcyjności seksualnej. Jeśli będziemy mówić i negować jego zachowanie przy innych osobach, nie będzie nam już ufał. Jeśli będziemy wiecznie narzekać i się nie uśmiechać, on będzie robił to samo. Jeśli będziemy wiecznie stać u jego boku, nie dając mu chwili wytchnienia, w końcu odejdzie.

I czasem wystarczy właśnie pięć minut, kiedy złamiemy zasady jedną po drugiej, a nasz mężczyzna już będzie miał wątpliwości co do nas i co do siebie.

Agnieszka i Magda

I mąż musi zabiegać o swoją żonę

1

Kilka dni temu, tuż po opublikowaniu mojego artykułu w sieci, na facebook-u zobaczyłam poniższy wpis dotyczący tego jak mężczyźni powinni traktować swoje kobiety i żony. Wyznanie Brada Pita uważam za genialne tylko nasuwa mi się pewna refleksja, ale o tym później. Dla tych, którzy jeszcze nie czytali, proszę :

 

Wise words. Brad Pitt about his wife:

 

„My wife got sick. She was constantly nervous because of problems at work, personal life, her failures and children. She lost 30 pounds and weighted about 90 pounds. She got very skinny and was constantly crying. She was not a happy woman. She had suffered from continuing headaches, heart pain and jammed nerves in her back and ribs. She did not sleep well, falling asleep only in the mornings and got tired very quickly during the day. Our relationship was on the verge of a break up. Her beauty was leaving her somewhere, she had bags under her eyes, she was poking her head, and stopped taking care of herself. She refused to shoot the films and rejected any role. I lost hope and thought that we’ll get divorced soon… But then I decided to act. After all I’ve got the most beautiful woman on earth. She is the idol of more than half of men and women on earth, and I was the one allowed to fall asleep next to her and to hug her. I began to shower her with flowers, kisses and compliments. I surprised and pleased her every minute. I gave her a lot of gifts and lived just for her. I spoke in public only about her. I incorporated all themes in her direction. I praised her in front of her own and our mutual friends. You won’t believe it, but she blossomed. She became better. She gained weight, was no longer nervous and loved me even more than ever. I had no clue that she CAN love that much.

 

And then I realized one thing: the woman is the reflection of her man.

 

If you love her to the point of madness, she will become it.”

 

-Brad Pit

 

Dopiero, co napisałam artykuł o tym, jak nie stracić faceta, łamiąc podstawowe zasady jego obsługi, tymczasem Brad Pit pisze mniej więcej o tym samym, ale odnośnie kobiet. Mówi, że kobieta jest odzwierciedleniem mężczyzny. OK, w takim razie pytam się sama siebie: więc kto na kogo ma większy wpływ: kobieta na mężczyznę; czy też mężczyzna na kobietę? A może jest tak, że w związku istnieje silniejsza jednostka, która może mieć wpływ na tę drugą słabszą? I bywa tak, że ową silniejszą lub słabszą nie różnicuje się ze względu na płeć? Czy też może chodzi tu o wzajemne uzupełnianie się?

Magda i Agnieszka

Dżako Mako – opowiadanie

0

Jakieś dwa lata temu napisałam to opowiadanie i dziś mocno zastanawiałam się czy powinnam je opublikować. Zastanawiałam się, bo mnie ono się po prostu nie podoba, wydaje się być mega banalne niczym zasłodzony dżem, po którym mdło się robi, ale żadnego ucisku w brzuchu nie ma.

 

Dżako Mako

 

Obudziło go słońce padające przez iluminator. Delikatnie odsunął rękę Julki ze swego ramienia i wstał z koji. Schylony założył na siebie koszulkę i wyszedł na pokład wyczarterowanej w Giżycku Omegi. Zapach kwitnącego jeziora i świeżego czerwcowego poranka budziły czaple, wydające głośne „frank”. Marcin napawał się radością na myśl o czekających go dwóch miesiącach bez uczniów, klasówek, pani dyrektor. Miał już serdecznie dość tych wszystkich swoich podopiecznych. Bez wątpienia, nie znosił tej posady. Nigdy nie spodziewał się, że będzie nauczycielem. Tego dnia jednak, nie myślał już o tym. Zapowiadała się wspaniała pogoda w ich drugi dzień rejsu. Było pięknie. Z Julką na szczęście pogodził się, a Wojtek z Kaśką nie byli na tyle męczącym towarzystwem, by mogli sprawić jakieś kłopoty. Pełen relaks – myślał. Rozłożony na pokładzie sięgnął ręką do radia, przekręcił korbkę… w tle kończyła się kolejna durna reklama, a tuż po niej

Nie żyje Michael Jackson. Król popu, wczoraj trafił do szpitala w Los Angeles po zatrzymaniu akcji serca, której nie udało się lekarzom przywrócić. Michael Jackson miał 50 lat. Piosenkarz był jedną z największych legend w historii muzyki. Jego umiejętności wokalne i taneczne ujawniły się we wczesnym okresie dzieciństwa, kiedy wraz z rodzeństwem rozpoczął swoją karierę w zespole The Jackson 5. Szczyt kariery Michalea Jacksona to lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte ubiegłego wieku. Jego album Thriller sprzedał się w ponad stu milionach egzemplarzy, a kolejne Bad z 1987 roku, Dangerous z 1991 r., HI Story z 1995 roku sięgały najwyższych pozycji list przebojów na całym świecie. Tego lata Król popu planował wielki powrót i serię koncertów. 26 czerwca, imieniny: Jana, Pawła, Dawida i Jeremiasza, w tej chwili 18 stopni na Warmii i Mazurach, zapraszamy na Poranne Wiadomości. Kolejna fala uderzeń…

Marcin wstał i wyłączył radio. Jego oczy zgasły, a twarz przybrała nieco kafkowski wyraz. Przez chwilkę bezwładnie patrzył przed siebie, gdzieś usunął się. I nawet nie zauważywszy, że Julka właśnie wychodzi z kajuty, pospiesznie opuścił żaglówkę, i ruszył w kierunku widocznego z łodzi cyplu. – Marcin ! – krzyknęła zdziwiona Julka. Nie reagował, szedł dalej prosto przed siebie. – Kochanie, co się dzieje? – dalej wołała. Zdezorientowana zaszłą sytuacją, szybko nałożyła na siebie krótką sukienkę i popędziła za chłopakiem. I gdy tylko dogoniła go przy drugim molo, idąc tuż za nim lekko dotknęła jego ramienia

- Kochanie co się dzieje ? – powtórzyła

- Nic, zostaw mnie – szarpnął się

- No, przecież widzę, że coś cię gryzie? Jesteś zły na mnie? – nalegała Julka

- Jezu!!! – przystanął na chwilkę i spojrzał się w jej oczy, by powiedzieć – Czy zawsze wszystko musi być na ciebie? Co ty, królewna śnieżka jesteś, że tylko przez ciebie można być złym ! – krzyczał wymachując rękoma – Czy nie mogę mieć chwili prywatności? Wstałaś? Tak wstałaś, to teraz idź i zrób sobie kawę , jak to zawsze rano robisz i zajmij się tymi swoimi pierdołami. Ok.?!

Julka zupełnie straciła poczucie humoru i wcale nie było jej zabawnie, kiedy wróciwszy na łódkę, Wojtek będący najprawdopodobniej jeszcze pod wpływem wczorajszego alkoholu, zaczął drzeć się snując historyjkę o Marcinie, który – jak to określił – się zdenerwował, bo mu w nocy baba nie dała. Julka zdołała tylko spojrzeć oschle na Wojtka, by jego cwana mimika szybko zmieniła się w ciężką, opadłą przypominającą spłoszonego psa. Nagłe otrzeźwienie – pomyślała Julka.

- Wojtusiu, może byś tak po wodę poszedł, zrobił coś pożytecznego – dodała z przekąsem Kaśka, podając mu baniak wody. Chłopak na znak, iż zupełnie niechętnie się zgadza , mozolnie długo wstawał i ruszał z miejsca. Trwało to tyle, ile Kaśka zdążyła zalogować się w necie, by sprawdzić przewidywaną siłę wiatru. Nietrudno jej było przypadkiem trafić na informacje, które pojawiały się na każdej stronie serwisów – wiecie, że Michael Jackson nie żyje? – powiedziała

- Jak to? – ożył Wojtek, wymachując baniakiem w ręku – Dżako Mako?

- No tak, słuchajcie … – Po tym , jak Kaśka przeczytała wiadomości o artyście Wojtek cały czas z twarzą skarconego psa, oświadczył, iż nieodzownym komponentem układanki wcale nie prostego życia Marcina zawsze był Dżako Mako. Wiadomość, o jego śmierci może nieść za sobą jego dzisiejszy zły nastrój.

- Jasne – syknęła ironicznie Julka – tak samo jak przed chwilą stwierdziłeś, iż spowodowała to baba, co mu w nocy nie dała !

- Nie Julka, powaga – rzekł żywnie gestykulując baniakiem w ręku, by dodać wiary swoim słowom

- Nie osłabiaj mnie proszę. Marcin miałby się wkurzyć na mnie i zepsuć cały nasz poranek, a może nawet i dzień, lub nie daj boże cały wyjazd, czyli mój jedyny urlop w te wakacje, bo dowiedział się o śmierci jakiegoś kolesia, którego nigdy nawet nie znał?

- Wiesz – Wojtek przełknął ślinę, patrząc na zapiekłą Julkę – to nie jakiś koleś czy nawet jakiś artysta. To Dżako Mako. Sama się zapytaj o to Marcina.

Julka nie wytrzymała.

Tak, będzie mnie obrażać, mówić, że mam z rana jakieś pierdoły do zrobienia, to ja już mu pokażę. Gnojek cholerny – myślała, nerwowym krokiem idąc na cypel. – Hrabia jeden, kuźwa… to jacyś totalni fani się tak zachowują. Chryste, mój facet jest fanem Michaela Jacksona i do tego jeszcze Marcin nazywa go pieszczotliwie jakimś Dżako Mako. To mnie, nigdy nie nazywał myszką, czy słoneczkiem, tylko wiecznie drze się JULKA. Cholera, a może on jest gejem. Marcin jest gejem? Nie, bez przesady, to niemożliwe. A może jednak… bądź co bądź, w zeszłym roku jak mój kuzyn do nas przyjechał, a on bezwątpienia jest gejem, to oboje z Marcinem się świetnie bawili. Nie, nie Julka daj spokój, zacznij myśleć logicznie – powiedziała do siebie, kiedy zbliżyła się już na cypel. Marcin siedział nad samym Niegocinem ze schowaną głową między kolanami. Nic nie mówił. Widziała jedynie jego długie zaokrąglone plecy . Dookoła cisza, jak na tę porę lata, nie było jeszcze zbyt wielu turystów, więc pola bez namiotów dawały przestrzeń na rozmyślania, tym razem były to rozmyślania Marcina.

- Dżako Mako? – cichutko wydusiła z siebie, stojąc tuż nim

Marcin nie reagował dobre kilka minut. Domyślał się, że jego kumpel Wojtek nie pozwoli mu samemu załatwić sprawy, tylko bezczelnie zacznie klepać swoim długim językiem. Wiedział, że musi przerwać to milczenie, więc wstał i nie odwracając się do Julki, która bezczynnie jeszcze stała i czekała na absolutne wyjaśnienia swojego chłopaka, zaczął opowiadać

- w 1983 roku, kiedy siedziałem z rodzicami w Stanach, a miałem wtedy z 6 lat, próbowałem z ojcem moonwalk; he … wiesz, to wcale nie jest łatwe. W tym roku, Michael po raz pierwszy pokazał ten krok, a ja w domu miałem MTV . Byłem fanem tego programu. Ojciec przychodził do mnie do pokoju i patrzył na mnie jak tańczyłem. Raz na głowie miałem kapelusz, a na stopach białe skarpety. I wtedy powiedział do mnie Dżako Mako. Pięć lat później wróciliśmy do Polski. To znaczy rodzice wrócili, bo ja przyjechałem tu pierwszy raz wtedy. Dla mnie to był szok, rozumiesz? – Odwrócił się do Julki i energicznie machnął ręką – Nie, ty nie zrozumiesz tego. Wcześniej byłem, gdzieś ; gdzie wszystko w zasadzie miałem w zasięgu ręki : moich kolegów, szkołę do której chodziłem ubrany jak mi się podoba, kino z popcornem, ulubione lody na rogu obok domu, plac zabaw, gdzie do dziś pamiętam te fajne zjeżdżalnie. I nagle trafiłem do kraju, gdzie baba z czepkiem na głowie sprzedawała mięso w sklepie, w którym śmierdziało. I ta sama baba, na rogu sklepu paliła. Kiedy przychodzili klienci krzyczała : zaraz, w kolejkę się ustawiać! Trafiłem do miejsca oddalonego o tysiące kilometrów, gdzie zabawek nie było, a cokolwiek się chciało posiadać, nawet te najdrobniejsze rzeczy, to należało wpierw wystać swoje kilka godzin. O lodach, zapomnij ! Takich lodów później nie jadłem przez z kilka ładnych lat. Kino? Owszem w telewizji na drugim kanale w soboty o 12.00 leciały bajki i filmy. Raz w tygodniu. I wiesz co…. Tylko te kasety mi pozostały z jego muzyką. Każdego dnia słuchałem Dżako Mako.

W kolejnych latach, wraz z tym jak zmieniała się Polska, zmieniałem się ja. Byłem nieco wyżej od kolegów, ja znałem rzeczy, które dopiero w tym kraju się pojawiały. W 99’zacząłem pracę w korporacji. Michael Jackson leciał w mym aucie każdego dnia jak wracałem z roboty. Nawet zamontowałem jedne z lepszy głośników w swoim Audi Cupe. Poderwałem na nie pewną modelkę. Niezła laska była – ostatnie słowa Marcina, Julka mocno odczuła pod sercem, przez chwilę myślała by się odwrócić i uciec, ale zdecydowała się zostać i słuchać dalej, starała się . – Zarabiałem szmat pieniędzy. Byłem królem, jak Dżako Mako. Gdy wchodziłem do Klubu, przybijałem piątkę ze wszystkimi, tańczyłem do jego utworów. A teraz? Julka spójrz na mnie? Nie mam kasy, nawet nie stać mnie żeby zaprosić cię do tej knajpy – wskazał na wykwintną Karczmę usytuowaną nieopodal – po kryzysie straciłem wszystko, pracę, dom, swoją łódź, a nawet znajomi się ode mnie odwrócili. I wiesz kto pozostał tylko ? Niezawodny Dżako Mako.

Marcin zaczął się śmiać.

- Był przy mnie od dziecka, tam w Stanach, potem w tym cholernym PRL-u, później kiedy sam czułem się jak król. I nie odszedł, kiedy wszystko straciłem. Julka, tylko teraz, to i jego już nie mam. Odszedł. Trzymał mnie jakąś nicią z tymi dobrymi czasami, a ja miałem cały czas nadzieję na powrót. Już raz przecież dzięki niemu wróciłem, prawda? Szedł wraz ze mną z krainy bajek w Stanach, po przez dziuplę zaszytą komunistycznymi dechami, do królestwa końca XX wieku i początku XXI. Później kamień spadł, ale póki był Dżako Mako, miałem nadzieję. Dziś dowiedziałem się, że on się poddał. To i ja się poddaję.

Julka osłupiała. Nie potrafiła wydusić słowa. Patrzyła na Marcina, wiedziała, że musi coś powiedzieć, ale nie potrafiła. Zupełnie nie poznawała, ani jego, ani jego słów. Zdołała jedynie wydusić

- To nie na moje buty

 

Pół roku później, siedząc w swoim mieszkaniu i sprawdzając klasówki uczniów, zadzwonił telefon. Spojrzała na swoją komórkę . Marcin. Nie kontaktowali się ze sobą od lata. – odebrać, nie odebrać? – zastanawiała się. Odebrała.

- Tak słucham?

- Hej. Co słychać ? – zapytał z lekkim zawahaniem?

- Nic, dobrze. – co za hipokryzja, myślała, wcale przecież nie było dobrze. Przez ostatnie miesiące po rozstaniu, nie może dojść do siebie. Wsiadła wtedy w pociąg i szybko wróciła do Krakowa. Urlop spędziła na wyprowadzce od niego. Teraz mieszka na stancji u pani Kleczowskiej. Po pracy przychodzi i zamyka się w swoim pokoju, zaprzestała treningów na basenie, nie widuje się z koleżankami, przestała czytać. Jedynie pracuje, sprawdza klasówki, udziela korepetycji. I tak dzień po dniu.

- Julia, dzwonie, bo chciałbym cię zaprosić na Sylwestra. Organizuje w naszej szkole.

- Tak wiem, coś tam słyszałam

- Proszę Cię , przyjdź

 

Kiedy Julka trzymając w ręku szampana weszła na sale, mile zaskoczyła ją panująca atmosfera, wystrój oraz przygotowany podest i sprzęt grający. Zauważyła, iż przybyła dość liczna grupa, z czego większość stanowili znajomi z pracy. Gdzieś przy wyodrębnionym miejscu przeznaczonym na bar, dostrzegła Kaśkę i Wojtka. Podeszła do nich.

- Fajnie, że przyszłaś – zaczęła Kaśka

- Może nie będzie tak źle – na siłę się roześmiała, jednocześnie stawiając szampana na barze

- Czego się napijesz? – zapytał Wojtek

- Nie wiem, zrób mi jakiegoś drinka – zaproponowała

- Uważaj – pogroziła palcem Kaśka – bo jak on zrobi drinka, to możesz nie dotrwać do dwunastej. Usłyszał to Marcin, który niespodziewanie zjawił się tuż obok i sam zaoferował

- Julia, pozwól, że ja Ci zrobię

Marcin do wysokiej szklanki włożył pół limonki , kilka liści mięty i starannie ją rozgniótł. Następnie wyjął cukier trzcinowy i odmierzył dwie łyżeczki, które wsypał do przygotowywanego trunku. Wszystko wymieszał niczym profesjonalny barman oraz dosypał skruszony lód i dolał rum.

- Proszę, twoje mojito -podał i oddalił się by przywitać kolejnych gości

Julka zdziwiona spojrzała na niego, bowiem wcześniej nigdy nie widziała, żeby kiedykolwiek przyrządzał drinki. Kojarzyła go tylko z piwem w ręku.

- Co , zdziwiona ? – zapytał Wojtek

- Raczej – odpowiedziała

- Poczekaj, nie tylko drinków nauczył się robić. Dziś zobaczysz starego mistrza w tańcu solo oraz nowego Marcina Koszyńskiego.

- Już się nie mogę doczekać – troszkę sarkastycznie ujęła to Julka, choć szybko zmieniłaby nastój gdyby wiedziała co ma usłyszeć za parę chwil.

Marcin, podszedł do Julki.

- Jestem nauczycielem angielskiego w Liceum. Mam mieszkanie na Litewskiej w Krakowie, mam fajnych znajomych i całkiem niedawno straciłem kobietę, która kocham. Straciłem ciebie tylko dlatego, że sam nie mogłem pogodzić się z faktem, że dziś żyję inaczej niż kiedyś. Tylko, gdybym żył dalej tak jak żyłem, nie poznałabym ciebie. I nie poznałbym siebie. Na koniec tego roku, sam odetnę się od przeszłości.

Marcin odsunął się na środek parkietu, dał znak Wojtkowi, który już szperał przy sprzęcie i nagłośnieniu. Po krótkiej chwili ciszy, wszyscy usłyszeli „Leave me alone” Michaela Jacksona . Marcin niczym zawodowy tancerz, unosił się swoje ciało niewątpliwie przypominając taniec samego wykonawcy. Julka patrzyła na niego i zrozumiała, że Marcin dopiero dorósł.

 

Agnieszka