twardamatka

Blog dnia codziennego dla kobiet i nie tylko …..

Wpisy z tagiem: rodzice

Wyścig szczurów w pieluchach

0

To było większe spotkanie na grillu u znajomych. Przybyli wszyscy fajni; osoby siedzące na wysokich stanowiskach w korporacjach, freestylerzy, ludzie reklamy i marketingu, początkujący artyści…. z dziećmi. Młode małżeństwa ze swoimi pociechami jeszcze w pieluchach. Wyluzowani tatusiowie z konikiem na bluzeczce trzymający na rękach dzieci z kolejną metką na ubiorze, wylansowane matki podające butelki i grzechotki do małych rączek. Przepych wózków, leżaczków, chodzików … zabranych tylko na to jedno popołudnie. Lekki zamęt, choć uporządkowany, bo dokładnie widać kto jest z kim, żony chwalą mężów, mężowie żony. Wszyscy mówią o tym jak im się świetnie układa. Przy piwie i dobrym jedzeniu, język im się rozwiązuje; mówią więc o tym gdzie byli, co widzieli, co kupili, jak awansowali, gdzie bywają i w reszcie…jakie cudowne mają dzieci.

Nieprawdopodobne, że ich maleństwo już w wieku czterech miesięcy zaczynało siadać! Innych główkę podnosić nie na kilka sekund , ale na kilkanaście, już mając dwa miesiące …. bo ktoś nawet liczył stoperem. Inni chwalą swoje dzieci, za to że mówią baba, wawa , tata i mama w wieku dziewięciu miesięcy. Natomiast matka jednego z najstarszych brzdąców, przekonywała wszystkich, że dziecko tuż po ukończeniu roczku powinno już dawno chodzić. Usłyszawszy to, ta inna jeszcze z dzieckiem w wózku, mocno przełknęła ślinę, by tylko nic nie powiedzieć …. bo cóż mogła, skoro jej syn skończył już rok i dwa miesiące, ale wciąż tylko raczkuje – „Czy z nim coś jest nie tak?” – zapewne szybko przez głowę przeszła jej taka myśl.

Przekleństwo naszych czasów? Przymus bycia najlepszym?

Mam wrażenie, iż dzisiejsi rodzice o których oczekuje się, iż jako ludzie XXI wieku będą efektywnymi pracownikami pełnymi pasji, aktywnymi z burzą pomysłów w środowisku osób im podobnych, także i zapragną mieć super-dziecko. Tymczasem nasze maluchy nie znają wyścigu szczurów.

 

Ostatnio wpadł mi w ręce świetny artykuł „Przez Dotyk” opublikowany na łamach Zwierciadła, w którym Paweł Zawitkowski , fizjoterapeuta w rozmowie Aliną Gutek wyjaśnia, iż dziecko dla rodziców nie powinno być kolejnym ważnym życiowym projektem. W jakiś sposób dziecko, które jest częścią nas samych już od urodzenia staje się czymś w rodzaju „ulepię Cię jak najlepiej potrafię” i „ozdobię czymś wyjątkowym”. Tymczasem „Dziecko nie jest androidem, tylko istotą społeczną” – czytamy w artykule. Nasz maluch rozwija się we własnym tempie; to co z tego, że nie potrafi chodzić ! Ma na to czas do półtora roku, a umiejętności siadania może posiąść nawet do 10 miesięcy. Więcej; czasem samo nadmierne opiekowanie się dzieckiem i ograniczanie mu ruchu i swobody zakłóca mu rozwój. „Jeśli w okresie niemowlęcym maluch siedzi od rana do wieczora w foteliku albo zasuwa w chodziku, wszyscy na niego chuchają i dmuchają, żeby się przypadkiem nie spocił, nie pobrudził – trudno doskonalić mu czucie ciała, podłoża, reakcje obronne, ocenę przestrzeni i inne niezbędne do harmonijnego rozwoju doświadczenia” Ze względu na specyfikę wychowania, dziecko niekiedy nie ma możliwości trenowania …bo przecież każde upuszczenie zabawki, chowanie smoczka, podnoszenie główki, rączek, nóżek, próba mówienia, mlaskania, klaskania dla małego dziecka jest niesamowitym wysiłkiem. I zakłócenie tychże mechanizmów, trzymania dziecka w najlepszym chodziku świata, najdroższym krzesełku z milionem światełek i przycisków nie umożliwi małemu brzdącowi na zwykłe doznania cielesne. Później posiądzie naukę siadania, bo po co ma się wysilać, skoro ma wygodne oparcie i rączkami wszędzie sięga. I odwrotnie; zbytnie trenowanie dziecka – bo i ten sposób wychowania jest zauważalny, nadmiernie obciąża malucha. Trenujemy na super -malucha, a potem się dziwimy, że nasze dziecko bywa nieznośne i krzyczy. Paweł Zawitkowski, więc wyjaśnia, iż u dziecka granica między akceptacją, a totalnym sprzeciwem jest bardzo cienka. I to, że przez chwilę dziecko, które uczymy chodzić będzie zadowolone z tegoż powodu, za chwilę może mieć po prostu dość. „Jedynym sensownym wspólnym mianownikiem każdej relacji czy pracy z dzieckiem powinny być jego emocjonalne potrzeby”

Bycie spełnionym rodzicem i w najprostszy sposób szczęśliwym dzieckiem nie jest tożsame z byciem najlepszym – tłumaczy Paweł Zawitkowski

Zatem, nie to jak je ubierzemy, jak będziemy trenować, jakie damy do dyspozycji krzesełka, stoliczki, wózeczki, zabaweczki, nie ważne … jak bardzo będziemy chcieli być najlepszymi rodzicami, to i tak nie spowodujemy, że nasze dziecko będzie się rozwijało dokładnie tak jak sobie to zaplanowaliśmy. Dziecko to nie wynik, na którego składają się liczby, współczynnik ryzyka, plany rozwojowe, koszty, dochody. Dziecko to też nie my. Skoro od nas wymagają bycia najlepszymi, bądźmy…ale nasze dziecko traktujmy z miłością, bo ono nie zna wyścigu szczurów. „Gorzej, jeśli zabraknie mu dotyku, czułości, kołysania, rozmów, miłości.”

 

 

Agnieszka

 

W najbliższy weekend 20-22 września w Warszawie żadna rodzina nudzić się nie powinna. W tych dniach portal zwalcznude.pl, m.st. Warszawa oraz firma Boiron zorganizowali już drugą edycję Warszawskich Dni Rodzinnych. Dla rodziców i dzieci otworzy się szereg bardzo ciekawych wydarzeń. Nie tylko będzie można pobawić się na pikniku rodzinnym, gdzie przygotowano ponad 20 atrakcji, w tym możliwość malowania z artystą światowej sławy, ale również skorzystać z licznych warsztatów wspomagających i doszkalających dzieci i ich rodziców. Otworzą się przyjazne rodzinom punkty z szeroką ofertą gier, zabaw i innych bardzo ciekawych atrakcji: jak choćby nauką pływania czy jazdy konnej pod okiem wykwalifikowanych instruktorów. Dzieci będą miały możliwość zagrać w paintball, skorzystać z gier video, kina, nauczyć się gotować lub wykonywać pachnące mydłka i świece.

W Warszawskie Dni Rodzinne zaangażowane zostały liczne instytucje, kluby, kafejki i inne firmy, których spis znajdziecie na stronie www.warszawskiednirodzinne.pl Tam też zamieszczony jest cały 3-dniowy harmonogram. Uwaga; na zajęcia i warsztaty są zapisy. Dlatego już teraz zerknijcie na stronę Warszawskich Dni Rodzinnych i wybierzecie wraz ze swoją pociechą interesującą dla was pozycję. Zapiszcie się i skorzystajcie !  To nic nie kosztuje !  Są jeszcze wolne miejsca !

Warszawskie Dni Rodzinne nie tylko dla Warszawiaków ! Stolica w najbliższy weekend chętnie przywita przyjezdnych z pobliskich okolic i gości z daleka.

A już za tydzień 27, 28, 29 września spotykamy się na Gdyńskich Dniach Rodzinnych. Formuła jest analogiczna i już teraz można zacząć zapisywać nasze dzieci na zajęcia lub warsztaty.

 

Agnieszka

 

 

„Ania ma dopiero niecałe dwa latka, a już doskonale potrafi postawić na swoim” – tak powiedziała jej mama, kiedy spotkałyśmy się na wspólnej kawie.  

Twarda Matka : Czy to w ogóle jest możliwe?

Mama Ani : Oczywiście, bez dwóch zdań. To jest kochane dziecko i nie mamy z nią większych problemów. Potrafi się ładnie bawić, często się śmieje. Tylko, widzisz… jest pewna czynności higieniczna do której trudno jest nam ją przekonać. Zmiana pieluszki.

Twarda Matka : Jak się jej zdejmie pieluszkę, to nie lubi zakładać nowej?

Mama Ani : Nie, nie. Ona nie lubi zdejmować tej zabrudzonej. W innym przypadku nie byłabym aż taka zniecierpliwiona.

Twarda Matka : To rzeczywiście troszkę na odwrót . Zazwyczaj dzieci lubią latać na golaska i same z przyjemnością zdejmują pieluszkę.

Mama Ani : Dokładnie tak. Tymczasem, jak widzę już pełną pieluszkę, to mówię jej, że już czas na zmianę. Tylko, że ona nie przyjmuje tego do świadomości. Krzyczy „ nie ” i ucieka. Ja oczywiście biegam za nią po domu. I kiedy w końcu ją dogonię i złapię , co zresztą wcale nie jest takie trudne, ona się wygina i wykręca, absolutnie nie dając zdjąć z siebie pieluszki. Ile mnie nerwów to kosztuje ( westchnienie ) . Muszą ją dobrze trzymać. I naprawdę boję się, że niechcący zrobię jej coś złego, np. wygnę za mocno nóżkę. Ona tak mocno się wykręca z moich rąk, a przecież nie mogę pozwolić na to by została w brudnej pieluszce, gdyż mogłoby dojść do odparzenia pupy.

Twarda Matka : I do dziś nie znalazłaś sposobu?

Mama Ani : Moja niania znalazła świetny ( sarkastyczny śmiech )

Twarda matka : To znaczy?

Mama Ani : Bo widzisz, Ania tak reaguje nie tylko na mnie, ale także na męża i nianię. Nikomu nie pozwala zmienić sobie pieluszki. Dlatego moja niania, wymyśliła, iż będzie ją karała. Z początku miała to być kara siedzenia w łóżeczku.

Twarda Matka: W łóżeczku?

Mama Ani : Tak. Ania ma jeszcze takie łóżeczko ze szczebelkami. Oczywiście ten pomysł zupełnie mi się nie spodobał. Przecież łóżeczko powinno się jej kojarzyć z czymś dobrym, gdzie śpi i odpoczywa, a nie odbywa karę.

Twarda Matka : Zatem, niania musiała zrezygnować z tego pomysłu?

Mama Ani: Owszem, ale szybko znalazła równie mądry sposób. Wymyśliła, że Ania karę odbywać będzie na stole w jadalni!

Twarda Matka: Z tą brudną pieluchą? !

Mama Ani: Pieluszkę udało się jej zdjąć. Za to Ani spodobało się siedzenie na stole z gołą pupą. I wyobraź sobie, że potrafiła tak siedzieć dwie lub trzy godziny. Niania musiała stać koło niej. Nie było mowy, by się ruszyła. Gdyby zechciała ją zdjąć z tego stołu, wówczas Ania dałaby niani do wiwatu jeszcze lepiej.

Twarda Matka : Innymi słowy twoja córka była zachwycona?

Mama Ani : Ależ oczywiście.

Twarda Matka : Ania ze stołu mogła spojrzeć na świat z zupełnie innej perspektywy. Zastanawia mnie tylko zachowanie niani. Czy macie do niej zaufanie?

Mama Ani: Tak mam. Tylko z Anią rzeczywiście jest problem, jeśli chodzi o zmianę tej pieluszki. I rozumiem, że niania szukała jakiś sposobów. Nie były dobre. I też się dziwiłam jej pomysłom. Wyobraź sobie, iż w konsekwencji któregoś dnia w piaskownicy Ania , zaczęła przy innych dzieciach i ich matkach krzyczeć kara kara kara.

Twarda mata : ( śmiech ) Wyszłaś na mamę, która karze swoje dziecko, za to, że zrobiło w pieluszkę?

Mama Ani : Wtedy wcale nie było mi do śmiechu, jak się spojrzeli na mnie. Doszłam do wniosku, iż takie dzieci kar zupełnie jeszcze nie rozumieją. Są zbyt małe. Ja jednak zauważyłam, iż Ania po prostu stawia na swoim, by zwrócić na siebie uwagę. Gdy tak biegam za nią by zmienić jej tę pieluszkę, ona cała szczęśliwa mi ucieka. Śmieje się i bawi ze mną. I to jest głównym powodem. Zauważyłam, iż wówczas cała moja uwaga poświęcona jest tylko jej . I tak naprawdę sami mogliśmy sprowokować jej zachowanie. Tak jak to chociażby siedzenie na stole, które jej się bardzo spodobało.

Twarda Matka : Czyli z twojej historii wynika, iż my rodzice powinniśmy baczniej obserwować zachowanie naszych dzieci. Gdyż ich niechęć do wykonania pewnych czynności może wynikać z samego sposobu którego używamy by je zachęcić do tych czynności?

Mama Ani : Tak. To jest taka moja sugestia i rada. Ania stawia na swoim, gdyż to jest po prostu przyjemne dla niej. Ona chce być ganiana, chce być zabawiana i pragnie naszej absolutnej uwagi. Zresztą jak każde dziecko :-D

 

 

Agnieszka